1

Spędziłam miły weekend. Było coś dla ducha (koncert „Poetycka Dolina” w warszawskiej Stodole, ze wspaniałymi gośćmi: Mietkiem Szcześniakiem, Wendy Waldman, Lorą Szafran i Jarosławem Wasikiem. To takie klimaty jakie lubię, więc wyszłam zachwycona i wniebowzięta:-) Teraz chodzę i słucham płyt Mietka. Szczególnie jedna piosenka „chodzi mi po głowie”, w refrenie jest „Czekaj na wiatr…” http://youtu.be/zBGOI1IvdzM

Ja też czekam na wiatr… w odchudzaniu. Bardzo jest mi potrzebny. Co prawda próbuję się wzbić, ale bardzo trudno mi to przychodzi. W niedzielę umówiłam się z koleżanką na rowery i to był miły akcent, a w poniedziałek – postanowiłam iść do mojego ukochanego (kiedyś) fitness klubu. Teraz już taki bardzo kochany nie jest:-(  Wybrałam pilates jako, że teoretycznie najmniej wysiłkowy, ale niestety dla mnie to był ogromny wysiłek. Byłam mokra po 15 minutach i ciągle miałam wrażenie, jakby ktoś mi przyczepił pas obciążnikowy w okolicy talii i bioder. Ten pas, co prawda jest naturalne wyhodowany i tak łatwo nie da się zdjąć, ale ja się też łatwo nie poddam!!! Zastanawiałam się, jak to jest, że kiedyś ten rodzaj ruchu przychodził mi z ogromną łatwością, a teraz okupiony jest takim trudem. Czy ja jeszcze dojdę do takiego momentu, kiedy będę mogła powiedzieć i napisać, że kocham się ruszać? Ufam, że tak. Na razie jednak łapię oddech i robię uff, uff, uff:-)
Łapię się nadziei, że przecież kiedyś już się udało, więc teraz też może. Czas szybko płynie i ode mnie DZIŚ zależy, jak będę się czuła i wyglądała za miesiąc, pół roku czy rok.
Więc jutro też pójdę do fitness klubu, tym razem na piłkę.


1

Krótka historia odchudzania w obrazkach:
Kwiecień 2010 96.00

Wrzesień 2010 79.30

 

Wrzesień 2011 97.60

Nic dodać, nic ująć, klasyczne jojo! I nie ważne fakty, tłumaczenia, dobre chęci i postanowienia. Liczby mówią same za siebie. Nie będę się rozwodzić dlaczego, jak do tego doszło, co było tego powodem. Mogę usiąść i płakać, albo znów stanąć do walki. Wybieram to drugie, już nie chcę brnąć dalej. STOOOP!!!


1

Za mną dwa tygodnie na diecie przygotowanej przez panią dietetyk. Efekt: – 3 kg. Na początku bardzo czekałam na tą dietę, bo przecież miałam dostać jadłospis dostosowany do mojego trybu życia i upodobań. Gdy już dostałam odbyło się bez fajerwerków, głównie dlatego, że w jadłospisie na 2 tygodnie w 3 miejscach znalazłam paprykę, na którą jestem uczulona:-) .Nie różnił się on szczególnie od tych, które są zamieszczane w „Super Linii”. Kiedy otrzymałam dietę wydawało mi się, że będzie bardzo trudno jej przestrzegać, ale na szczęście było ok. Co prawda trochę w niej zmieniam kolejność i połączenia dań, ale staram się przestrzegać głównych zasad: posiłki co trzy godziny, sporo warzyw i ryb oraz ruch. Znów zaczęłam chodzić na pilates i piłkę, ale na razie nie jest to jeszcze etap, gdy sprawia mi to jakąś szczególną przyjemność. Najwięcej problemów miałam z nocnym podjadaniem, bo jestem typem sowy, więc chodzą spać bardzo późno, a co za tym idzie o 1 w nocy jestem głodna. Wcześniej podjadałam żurawinę a teraz zamieniłam ją na rzodkiewki, więc jest to zdrowsza wersja. Moje nowe ulubione danie to zapiekany łosoś ze szpinakiem i grzankami. Smaczne, zdrowe, sycące i szybkie w przygotowaniu (co sobie szczególnie cenię).


2

Zaczął się maj, więc zaczynam do nowa moją przygodę z odchudzaniem. Na razie powoli, staram się nastawić na „właściwe tory” mój sposób myślenia i odżywiania. Strasznie to trudne, bo jest duży rozdźwięk między tym, co chciałabym osiągnąć a starymi przyzwyczajeniami. Na razie toczę walkę podjazdową ze złymi nawykami i zachciankami na słodkie.
Poczyniłam pewne kroki ku zmianom:
- zrobiłam badania lekarskie (krew, cukier, badanie tarczycy -TSH) Wyszło na to, że wszystko jest w porządku, cholesterol w normie, jedyne co może niepokoić to niski poziom dobrego cholesterolu. Dostałam w zaleceniach przyjmowanie kwasów omega 3, na podwyższenie jego poziomu.
- mam za sobą pierwszą wizytę u pani dietetyk. Wypytała o wiele rzeczy, teraz czekam na jadłospis, przygotowany zgodnie z moim trybem życia i potrzebami. Nie będzie to łatwe, bo jakiś czas temu robiłam testy alergiczne i wyszło na to, że jestem uczulona na wiele rzeczy (mam alergię wziewną, pokarmową i kontaktową –tą ostatnią na nikiel i chrom). Odpada więc przyjmowanie chromu jako suplementu diety. Dostałam zadanie domowe: napisać dla siebie samej dlaczego chcę schudnąć i jakie korzyści będę z tego miała, gdy uda mi się osiągnąć cel.
- mam już podstemplowany kupon konkursowy, muszę jeszcze tylko go wysłać i zrobić zdjęcie (czego bardzo nie lubię)
- po raz pierwszy od 6 miesięcy poszłam na aerobik, a dokładniej na zajęcia z piłką
- wystawiłam swój rower z garażu, wyczyściłam go i zaczęłam jeździć. Ale żeby nie było tak różowo, miałam dziś babskie spotkanie w kawiarni, zakończone sernikiem na ciepło z sosem malinowym i sokiem wyciskanym z pomarańczy. Potem umówiłam się z koleżanką na rower i przejechałam 28 km. Było bardzo sympatycznie, chociaż teraz bolą mnie niektóre części ciała:-)


2

To nie były wesołe święta, bo być nie mogły, ale za to były pełne wiary i nadziei. Bardzo irytowały mnie życzenia „wesołych świąt” , czasem lepiej milczeć niż mówić rzeczy nieprzemyślane.
Znalazłam swój sposób na odstresowanie, a właściwie wróciłam do niego, po dłuższej przerwie. Przed świętami (zamiast przedświątecznych porządków) w moim domu zapanował nieład artystyczny. W salonie na stole przez dwa tygodnie stały farby, lakiery, serwetki, pędzle i wiele ciekawych gadżetów przydatnych w decoupage, nie mówiąc już o wiertarce:-)Więcej możecie zobaczyć na mojej nowej stronie:
http://odstresownia.blogspot.com
W temacie odchudzania mam wrażenie jakby zamknęła się wokół mnie pętla czasu. Minął rok i znów ważę tyle, co przed odchudzaniem. Dużo się wydarzyło, dużo się zmieniło, a temat wagi dalej jest moją zmorą:-) Maj to dobry miesiąc na zmiany, na podejmowanie wyzwań, na ruch na świeżym powietrzu, na konkurs „Chudnij z nami”.
Byle do maja.


2

Wszystko w życiu ma swój czas: jest czas radości i czas smutku.
Kiedy wracaliśmy z zimowego wyjazdu na narty, pełni radości i sympatycznych wrażeń, nie sądziłam, że czas smutku jest tak blisko. Tuż za progiem …
W ostatnim dniu ferii czyli w niedzielę 27.II zmarł mój tata.
Od prawie dwóch lat walczył z rakiem płuc i przegrał tą walkę. Od grudnia był już w hospicjum domowym, pod troskliwą opieką bliskich, lekarzy i aparatury medycznej. Właściwie wiedzieliśmy, że jego czas już się kończy, ale czy można przygotować się na śmierć kogoś bliskiego?
Wróciliśmy w sobotę, poczekał na nas. Odszedł w niedzielny poranek, w nadziei zmartwychwstania, wśród bliskich. Bardzo mi go brakuje, ale cieszę się, że miałam tak dobrego ojca – pełnego miłości, cierpliwości, łagodności, troski o innych i poczucia humoru. Taki ojciec to wielki skarb.

“Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to, co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie, że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny, że czas masz, bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stad odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się nie umierać
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny.
Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą. ”
X. Jan Twardowski


2

Kryzys trwa. W dodatku został spotęgowany kolejną serią imprez imieninowych – znów kilka tur gości, kawki, herbatki i słodkości. Bardzo lubię moich gości, ale niestety efekty zmiany diety są dla mnie bardzo odczuwalne i widoczne. W dodatku przestaję się mieścić w ubrania, które sobie kupowałam w mniejszym rozmiarze, wszystko pęka w szwach i wyglądam jak zesznurowana szyneczka i trochę tak się czuję:-)
Problem jednak w tym, że całą wcześniejszą garderobę oddałam z radością koleżance i teraz na pewno nie będę jej odbierać. Jednak bronię się psychicznie przed kupowaniem większego rozmiaru, bo to byłoby przyznanie się do porażki, próbuję więc umówić się sama ze sobą, że od jutra to już zacznę na serio:-) A potem mija noc i znów od jutra…
Sporo spraw mi się ostatnio zwaliło na głowę i jeszcze do tego mam kolejny wysyp alergiczny wokół oczu: powieki są zaczerwienione, napuchnięte i swędzące. Byłam już u alergologa i dostałam skierowanie na testy kontaktowe (czyli płatkowe). Będą mi je zakładać w postaci plastrów na kilka dni na plecy, mam nadzieję, że pomoże to wyeliminować przyczynę moich kłopotów (przynajmniej tych:-)
Szkoda, że nie można kupić ani dostać w prezencie tej wewnętrznej siły, dzięki której odchudzanie staje się łatwe. Za to zgubić ją bardzo łatwo…. Tylko gdzie jej szukać?


1

Poszliśmy paczką przyjaciół na koncert organizowany w ramach Orkiestry Świątecznej Pomocy. Oprócz muzyki gitarowej była też licytacja. Zrobiliśmy wspólną zrzutkę i wylicytowaliśmy ….. pyszny tort. Skończyło się wieczorną kawą i przesłodzeniem, bo przecież tort trzeba było zjeść do końca. I tak wygląda realizacja moich noworocznych postanowień. Przykre, ale prawdziwe:-(

Napisałam kiedyś: „ Ruch przypomina mi jazdę na motorze, najpierw człowiek boi się a niego wsiąść, a jak już wsiądzie i zaczyna jeździć, to ma ochotę jeździć coraz więcej i szybciej. Tak wg mnie jest z ćwiczeniami, najpierw myślała, że to nie dla mnie i się do tego nie nadaję, a potem zaczęły mi sprawiać radość. Odkryłam, że kolejne ćwiczenia rozbudzają moją potrzebę ruchu, są samonapędzającym się motorem, tylko trzeba go odpalić!”

Niestety mój motor zgasł. Po prostu nie mogę się zmobilizować, mam mnóstwo pilniejszych spraw,  które muszę zrobić NA JUŻ, a i tak potem zarywam noce, żeby to skończyć.  Próbowałam  doszukać się sensu moich działań, ale jakoś go brak. Jest ogromny rozdźwięki, między tym, co chciałabym, aby było (tj, noworoczne postanowienia) a tym, co jest aktualnie.  Ja doskonale wiem, co powinnam zrobić, wiem nawet jak to zrobić, ale brak mi WEWNĘTRZNEJ SIŁY do tej walki. To trochę tak, jakby ktoś próbował odpalić swój motor, a on się dusi i gaśnie. To się nazywa kryzys odchudzania.


3

Czas szybko płynie, minęły święta, minął grudzień, minął kolejny rok. Ostatni miesiąc był dla mnie pełen wrażeń: urodziny, goście i mnóstwo jedzenia, potem przygotowania do świąt, dwie wigilie i dwa dni spędzone w miłym rodzinnym gronie, aczkolwiek za stołem. Między świętami a Nowym Rokiem kolejne dwie imprezy i znów nadmiar jedzenia. Niestety w grudniu straciłam coś bardzo ważnego: motywację do odchudzania i chęci do ćwiczeń. Na szczęście zaraz po świętach przebudziłam się nieco z zimowego letargu i pobiegłam na pilaste a potem na zajęcia na piłce. I chociaż bilans ostatniego miesiąca dodał mi kilka kilogramów to w bilansie rocznym i tak jestem szczuplejsza o 10 kilo niż byłam na poprzednim Sylwestrze. Grunt to pozytywne myślenie:-)
Kiedy kupowałam sukienkę na bal sylwestrowy, wiedziałam już, że sporo przytyłam, bo musiałam kupić rozmiar większą niż ostatnio czyli 48. W Sylwestra bawiliśmy się świetnie i tańczyliśmy do białego rana, ale teraz przyszedł już czas na noworoczne refleksje.
Od kilku lat nie robiłam noworocznych postanowień, bo uznawałam, że i tak niewiele z tego wynika. W tym roku jednak czuję wewnętrzną potrzebę powalczenia ze sobą o swoje zdrowie, samopoczucie i wygląd. Określiłam swoje cele, plan i sposób ich realizacji.
Mój plan działań to:
- codzienny ruch
- zbilansowana dieta
- 1 słodycz raz w tygodniu
Sposoby realizacji:
Od 17 stycznia zaczyna się w szkole drugi semestr, a co za tym idzie będę rozpoczynała pracę o godz. 12. W moim ulubionym fitness klubie codziennie rano o godz. 9.00 są zajęcia dla pań, więc mam zamiar być ich stałą bywalczynią, nie rezygnując jednocześnie z pilatesu i zajęć na piłce, bo to moje ulubione (zimowe) formy ruchu.
Co do diety to pewnie wizyta u dietetyka byłaby najlepszym rozwiązanie, na razie jednak wybrałam wersję mniej kosztowaną; wykupiłam miesięczny abonament na dietę, w jednym z popularnych portali internetowych. Przetestuję ją, jeśli nie będę zadowolona to wybiorę się do poradni dietetycznej.
Słodycze – z tym mam największy problem;-) Jak nie jem, to nie jem, ale jak zacznę to trudno mi przestać. Z drugiej strony po długiej przerwie w ich dostarczaniu do organizmu, w grudniu nadrobiłam ich ilość z nawiązką za kilka miesięcy. Mam nadzieję, że świadomość, że mogę zjeść coś od czasu do czasu, będzie łatwiejsza do przyjęcia i przetrwania trudnych chwil.
Cele do osiągnięcia czyli moje małe kroczki:
- minus 4 kg do ferii zimowych czyli do 15 lutego, aby było łatwiej i lżej szusować na stoku
- 15 kwiecień to będzie rok od rozpoczęcia zmagań ze swoimi kilogramami, chciałabym je uczcić – 8 kg
- wakacje nad morzem (-12)
- XII.2011 _41 urodziny – waga docelowa (-20)
Plan bardzo ambitny i wiem, że nie będzie łatwo, ale nie mogę się teraz poddać, chcę znów stanąć do walki z samą sobą. To jest możliwe i da się zrobić, chociaż wymaga dużo pracy i samozaparcia. Dlatego w Nowym Roku 2011 życzę sobie i wam wszystkim_ konsekwencji na każdy dzień, aby każdy dzień był ZWYCIĘSTWEM!


0

W wirze świątecznych przygotowań
w dobie szalejącego czasu i nieograniczonej przestrzeni,
pomiędzy Internetem a żłóbkiem,
pomiędzy pośpiechem a tradycją,
przyjmijcie Najlepsze Świąteczne Życzenia:
znalezienia siebie,
odkrycia swoich marzeń,
rozmów z bliskimi,
zadumy w Wigilijny Wieczór
a na Nowy Rok
odwagi w podejmowaniu noworocznych postanowień
i konsekwencji do ich realizacji!
życzy Lika