0

Nie wiem czy pisałam już, że mam świetnego męża, ale MAM! Dostałam fantastyczny prezent z okazji 1 września: kartę Multisport, która uprawnia do bezpłatnych wejść na siłownie, basen i do fitness klubów. Wykupił mi ją u siebie w pracy. No i oczywiście zaraz pobiegłam na zajęcia z piłką do “mojego” fitness klubu.
Gdy było mi smutno, że nie dokończę kursu pływania, obiecał, że wykupi mi kilka lekcji u mojego instruktora, abym mogła dokończyć to, co zaczęłam. Strasznie mi miło, że mnie wspiera, chociaż nie było tak od początku. Ponieważ przez 17 lat małżeństwa przeszedł razem ze mną bardzo dużo prób odchudzania, które kończyły się równie szybko jak zaczynały, na początku miał do tego stosunek dość sceptyczny. Dopiero, kiedy ja uwierzyła, że to się może udać (tym razem skutecznie i na zawsze), on uwierzył razem ze mną. Podziwia moje efekty (i chyba po cichu mi zazdrości:-)). Jest cierpliwy i tolerancyjny, gdy wychodzę na aerobik i zlecam mu dopilnowanie Młodego czy dokończenie obiadu. Nie kupuje słodyczy, mimo że wcześniej często gościły w naszym domu. Teraz ich po prostu nie ma, więc nie ma tak silnej pokusy, jak wtedy, gdy coś słodkiego było w zasięgu ręki. Dobrze jest mieć życzliwe wsparcie wokół siebie.


Zostaw komentarz