Kiedy byliśmy w Turcji na wakacjach widzieliśmy przepiękny pokaz tańca brzucha w wykonaniu kilku tancerek. Zachwyciłam się ich gibkością, świadomością swojego ciała i seksapilem. 
Podziw i zachwyt przeplatały się w odrobiną zazdrości. Też by chciała tak umieć! Tyle tylko, że mój brzuch po ciąży i po dużej dawce nadprogramowych kilogramów absolutnie nie nadaje się do pokazywania. Chciałabym umieć tańczyć dla siebie (no może nie tylko dla siebie, ewentualnie jeszcze mąż mógłby ocenić postępy w tej dziedzinie;-)
Kilka dni temu byliśmy w pobliskiej miejscowości na festynie żegnającym lato i wśród atrakcji dnia był również pokaz tańca brzucha. Znowu świetny, choć wersja egipska nie była tak olśniewający jak ta turecka. Zachowałam ulotkę reklamującą te zajęcia i z kartą Multisport w ręku pojechałam na pokazową lekcję dla początkujących. Była instruktorka i 5 osób: 4 młode i zgrabne dziewczyny oraz ja. Nie najlepiej czułam się patrząc w lustro i próbując odtwarzać dość dziwaczne ruchy. Instruktorka zachęcała do pokazywania brzucha, ale jakoś trudno mi się było przełamać (szczególnie w tym towarzystwie). Mówiła dużo o akceptacji swojego ciała, o tym, że tylko osoba, która je zaakceptuje, może tańczyć w sposób świadomy i być w odbiorze zaakceptowaną przez widza. Dało mi to do myślenia: ja mimo zmian, które się dokonują w moim ciele i te zmiany są zdecydowanie pozytywne, nie do końca akceptuję swój wygląd. Szczególnie brzuch traktuję jako przysłowiową piętę achillesową. Dlatego to przełamanie się jest dla mnie trudne, ale z drugiej strony chce powalczyć ze sobą o tą części ciała. Same zajęcia były dziwaczne, dość długa rozgrzewka i dużo ćwiczeń rozciągających a potem napinających i rozluźniających kolejne partie mięśniowe. Ubawiłam się przy naprzemiennych ruchach pośladków, bo wcale nie jest łatwo napinać osobno każdą z tych partii mięśniowych. Potem co prawda bolały mnie wszystkie mięsnie, szczególnie te głęboko położone wokół pasa biodrowego, ale widzę głęboki sens tych zajęć, a może raczej traktuję to jako wyzwanie. Nie wiem czy długo wytrzymam, ale na razie chcę – nie tyle umieć tańczyć taniec brzucha, co wzmocnić swoje mięśnie i bardziej zaakceptować swojej ciało. Myślę, że te zajęcia mogą mi w tym pomóc. A jak wygląda u Was sprawa samoakceptacji?
8 September, 20:31
dziś w pytaniu na śniadanie było na temat tańca brzucha. Był nawet pokaz jednej ze szkół tańca. Panie wcale nie eksponowały nagich brzuszków, były przepasane kolorowymi chustami w talii. U mnie brzuch to tragedia. Spokojnie mogłabym uchodzić za kobietę w 6 miesiącu ciąży. Co prawda schudłam w pasie od maja 15cm, ale w innych obwodach też. Mam teraz wymiary 106/105/110. W maju było 120/120/120. Mam też rozstępy. Szkoda, że u mnie nie ma takich kursów tańca brzucha:-)
9 September, 12:50
wczoraj w nocy wysłałam e-maila zgłoszeniowego do Super Linii na zimową ofensywę. Może też spróbuj. Wiadomości na ten temat są w ostatnim numerze pisma i na początku strony internetowej Super Linii.
10 September, 08:18
Zastanawiam się, w której z tych sukienek iść na wesele 25 września. Niby na to wesele kupiłam tą liliową z żakietem z długim rękawem, ale wyglądam w tym poważnie. Z kolei ta z czerwonym źakietem jest na krótki rękaw. A może poszukać w sklepach coś jeszcze innego?
10 September, 23:25
Ten liliowy zamierzam włożyć jeszcze na komunię mojej Zuzi w maju. Niestety nie mam zbyt wielu okazji do wyjścia. Ale bardzo się cieszę, na ten ślub i wesele, bo za mąż wychodzi moja dobra koleżanka.