0

Moja przyjaciółka z dawnych czasów obchodziła wczoraj swoje 40 urodziny. Kiedyś byłyśmy bardzo blisko ze sobą, na tyle blisko, że zostałam matką chrzestną jej syna. Potem nasze drogi się rozeszły, tylko czasem dzwonimy do siebie z życzeniami, czasem wysyłamy sms-a. Niedawno dowiedziałam się, że zaczęła leczenie w Centrum Onkologii, ale nie chce z nikim o tym rozmawiać. Szanuję to, bo każdy ma swój sposób na przeżywanie choroby. Ja zresztą też się nikomu nie chwalę i nikt z moich znajomych na razie o niczym nie wie, bo nie ma takiej potrzeby.
Długo zastanawiałam się jak powinnam się zachować w tej sytuacji. Z jednej strony nie chciałam się narzucać, a z drugiej urodziny to dobra okazja i pretekst, aby wpaść z życzeniami i trochę podagać, lub chociaż zasugerować taką gotowość ze swej strony. Dużo prostszą wersją byłby telefon z życzeniami, ale to nic by nie zmieniło w naszych relacjach. Postanowiłam zadziałać spontanicznie: kupiłam prezent oraz piękny bukiet kwiatów i pojechałam do niej, bez uprzedzenia. Tak po prostu, bez zapowiedzi, bez pewności czy jest i czy ma ochotę kogoś widzieć. Mimo godz. 19 nie zastałam jej w domu, więc zadzwoniłam z życzeniami i kiedy zaprosiła mnie na herbatkę, powiedziałam, że też miałam taki pomysł i już czekam u niej pod furtką. Ucieszyła się strasznie, było jej bardzo miło, że ktoś o niej pamiętał i dosłownie za 10 minut, była już w domu. Dla nas obu był to bardzo miły wieczór, pogadałyśmy sobie od serca i chyba nam obu było to bardzo potrzebne. W każdym razie ja się bardzo cieszę, że mimo pewnych obaw (czy wypada, czy nie wypada), udało mi się „przełamać lody” jakie były miedzy nami i na nowo odzyskałam przyjaciółkę. Przekonałam się po raz kolejny, że warto wychodzić ze swojej skorupy, warto otwierać się na ludzi i brać inicjatywę w swoje ręce, warto odnawiać i pielęgnować relacje z przyjaciółmi. Naprawdę warto!


Zostaw komentarz