Ani się obejrzałam, a już minął kolejny tydzień. Waga stoi w miejscu, ale mój apetyt niestety rośnie (znów zajadanie stresów:-). Dziś byłam na imieninach i skusiłam się na ciasto, czego do tej pory starałam się unikać. Ale już biorę się w garść! Dopadło mnie przeziębienie, chodzę zasmarkana, ale na razie nie ma opcji zwolnienia, więc kuruję się sama i mam nadzieję, że mi to przejdzie. Generalnie to był raczej ciężki tydzień: dostałam telefon z Centrum Onkologii, radiolog (którego nie było na konsylium) obejrzał dokładnie moje wyniki i wg. niego zmiany są do wycięcia. Mam więc szybko podjąć decyzję, czy zgadzam się na ich wycięcie czy nie. Problem polega na tym, że te zmiany jeszcze nie są nowotworowe, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że będą. Mam w głowie mętlik, bo z jednej strony rozumiem, że pewnie dobrze byłoby je wyciąć, ale z drugiej buntuję się przed ich wycięciem, bo jeśli zmiany będą się rozprzestrzeniać i po kolei będą mi je wycinać, to szybko może się okazać, że nie mam piersi mimo, że nie stwierdzono u mnie komórek rakowych. Nie chcę się godzić , na profilaktyczne usuwanie piersi, kawałek po kawałku. Po prostu się nie zgadzam! Ale do końca nie wiem, co jest dla mnie lepsze, czy wracając do tej sytuacji za jakoś czas nie będę tego żałować. Jednak na dziś moja odpowiedź brzmi: NIE!
4 October, 22:17
Wiem, że nie jestem w twojej sytuacji i mogę opierać się tylko na tym, co piszesz na blogu. Ostatnio widać tendencję do tego, by usuwać na wszelki wypadek. Mama mojego Artura ponad 1,5 roku temu miała operację usunięcia piersi wraz z przylegającymi węzłami chłonnymi, żeby nie było przerzutów. Zmiana w piersi była łagodna. Jeśli podjęłaś decyzję o niewycinaniu to pewnie będą cię częściej badać i sprawdzać jak zachowują się te zmiany. Oglądałam program w tv o tym, że kobiety poddają się operacjom usunięcia obu piersi w UK i USA nawet gdy są zdrowe, tylko mają jakiś zmutowany gen odpowiedzialny za nowotwór. W programie zdrowa 30 latka zastanawiała się nad tym zabiegiem, bo lekarz powiedział jej, że w 78% może w przyszłości zachorować. Najważniejsze to nie dać się zwariować. Mi 2 dni temu przydarzył się przykry wypadek. Oparzyłam pierś gorącą herbatą i teraz staram się to leczyć. Dlatego na razie nie pływam, by nie zaognić rany.
4 October, 23:03
Aniu, dziękuje za wsparcie. Rzeczywiście na razie nastawiam się na częste monitorowanie tych zmian, a jeśli zajdzie już taka konieczność, to oczywiście jestem świadoma, że będę musiała podjąć taką decyzję. Na dziś jednak nie czuję takiej konieczności i wolę odłożyć to w czasie.
Aniu! Napisz co u Ciebie słychać, bo jakoś brakuje mi twoich wpisów