Czas szybko płynie, szczególnie, że już weszłam w rytm pracy na dwóch etatach (szkoła i logopedia), życie nabrało tempa i jesiennych barw. Są też miłe chwile, bo dużo frajdy sprawia mi ruch we wszelkich jego postaciach. Chociaż ciągle „ssie mnie w dołku”, próbuję się zebrać w sobie i nie spocząć na laurach, bo jak na razie nawet nie osiągnęłam zamierzonego celu – 20 kg (brakuje jeszcze 3 kg). Łatwiej idzie mi z ćwiczeniami niż z przestrzeganiem wszelkich dietetycznych zaleceń. Bardzo podobał mi się pomysł Bianki na dzienniczek ćwiczeń, a u mnie wyglądał on za ten tydzień następująco:
- poniedziałek: zajęcia w fitness klubie,
- wtorek: aerobik w mojej szkole (wycisk na dolne partie ciała)
- środa: taniec brzucha
- czwartek: zajęcia z piłką ( czyli body ball)
- piątek _ aerobik w szkole
- sobota: ruch naturalny czyli zakupy i sprzątanie oraz zakończenie sezonu rowerowego.
Tego ruchu jest rzeczywiście sporo, ale dużo lepiej się czuję jak się ruszam i mam poczucie, że zrobiłam coś dla siebie! Ja po prostu lubię się ruszać. Chociaż nie zawsze tak było, a o tym jak było i jak doszłam do tego, że lubię ruch, będziecie mogli przeczytać w listopadowej Super Linii:-)
Zostaw komentarz