1

Ostatni tydzień to był dla mnie czas, kiedy bardziej wnikliwie przyglądałam się temu, co jem i na bieżąco próbowałam określić błędy, które robię. A trochę się tego zebrało:
- trudno mi przestrzegać zaleconych 5 posiłków co 3 h, bo szczególnie w pracy nie mam czasu zjeść, a potem, gdy wracam do domu głodna jak wilk zjadam niestety więcej niż powinnam
- jest coraz zimniej, więc wpijanie min. 2 litrów wody jest coraz trudniejsze. Piję więcej ciepłej herbaty (nauczyłam się pić zieloną herbatę jaśminową, co i tak uważam za sukces!)
- trochę mało w mojej diecie białka roślinnego i błonnika, więc ostatnimi czasy nadganiam te zaległości za pomocą płatków owsianych na mleku i płatków z dodatkiem błonnika
- pracuję długo w nocy przy komputerze i gdy idę spać, to po prostu czuję głód i wtedy zjadam jakiś lekki posiłek: np. serek Bieluch czy trochę żurowiny. Niestety nie jest to na 2-3 godziny przed snem:-)
- zmorą mojej diety są wszelkie spotkania towarzyskie, imprezki i kawusie z koleżankami. Często są one w takim miejscu, gdzie nie ma alternatywy innej niż słodycze. I tak staram się wybierać najmniej kaloryczną możliwość, ale to jednak są dodatkowe kalorie, które wpływają na wahania wagowe i zaostrzają apetyt na słodycze.
- ćwiczę 5 razy w tygodniu i jest to dla mojego organizmu spory wysiłek, zastanawiam się czy nie powinnam dodać białka jako suplementu diety.
Ciekawe co na ten rachunek sumienia powiedziałby dietetyk? Myślę, że taka wnikliwa analiza jest mi na tym etapie odchudzania bardzo potrzebna, ponieważ mój pierwotnie wyznaczony cel, bardzo się przybliżył. Na początku moich zmagań założyłam sobie, że moim długoterminowym celem jest zrzucenie 20 kilogramów do swoich 40 urodzin. Czas szybko biegnie i ten cel jest dalej aktualny (na szczęście z dużo mniejsza liczbą, bo brakuje mi jeszcze – 5 kg), ale czasu jest już coraz mniej. Zostało jeszcze tylko 5 tygodni i pięć kilo do zrzucenia! Założenie bardzo ambitne biorąc pod uwagę aktualne wahania mojej wagi, ale realne i jeszcze da się to zrobić. Mam poczucie, że to już taki ostatni dzwonek, a ponieważ bardzo chce osiągnąć swój cel i mieć satysfakcję, że to się udało, więc ogłaszam pełną mobilizację do walki!


Jedna odpowiedź do wpisu “Dietetyczny rachunek sumienia”

  1. ania

    Agnieszko, może na tym etapie powinnaś pójść z wizytą do dietetyka? Ogólnie nie jest u Ciebie źle. Myślę, że pomysł z białkiem jest dobry. Moja pani dietetyk zaleciła mi picie koktajli bialkowych. Jest to Ci potrzebne, bo dużo ćwiczysz. Ja niestety też popełniam błędy, bo nie zawsze starcza mi czasu na wszystko. 5 kg to już nie jest dużo. Myślę, że przy Twojej determinacji Ci się uda!


Trackbacki/Pingbacki


Zostaw komentarz