Poszliśmy paczką przyjaciół na koncert organizowany w ramach Orkiestry Świątecznej Pomocy. Oprócz muzyki gitarowej była też licytacja. Zrobiliśmy wspólną zrzutkę i wylicytowaliśmy ….. pyszny tort. Skończyło się wieczorną kawą i przesłodzeniem, bo przecież tort trzeba było zjeść do końca. I tak wygląda realizacja moich noworocznych postanowień. Przykre, ale prawdziwe:-(
Napisałam kiedyś: „ Ruch przypomina mi jazdę na motorze, najpierw człowiek boi się a niego wsiąść, a jak już wsiądzie i zaczyna jeździć, to ma ochotę jeździć coraz więcej i szybciej. Tak wg mnie jest z ćwiczeniami, najpierw myślała, że to nie dla mnie i się do tego nie nadaję, a potem zaczęły mi sprawiać radość. Odkryłam, że kolejne ćwiczenia rozbudzają moją potrzebę ruchu, są samonapędzającym się motorem, tylko trzeba go odpalić!”
Niestety mój motor zgasł. Po prostu nie mogę się zmobilizować, mam mnóstwo pilniejszych spraw, które muszę zrobić NA JUŻ, a i tak potem zarywam noce, żeby to skończyć. Próbowałam doszukać się sensu moich działań, ale jakoś go brak. Jest ogromny rozdźwięki, między tym, co chciałabym, aby było (tj, noworoczne postanowienia) a tym, co jest aktualnie. Ja doskonale wiem, co powinnam zrobić, wiem nawet jak to zrobić, ale brak mi WEWNĘTRZNEJ SIŁY do tej walki. To trochę tak, jakby ktoś próbował odpalić swój motor, a on się dusi i gaśnie. To się nazywa kryzys odchudzania.
13 January, 09:29
agnieszko kryzys dopada każdego. Ale to na pewno chwilowe. Musisz przeczekać i się nie poddawać. Ja też wiem jak się odchudzać, a wychodzi różnie. Ładny ten torcik WOŚP.