Spędziłam miły weekend. Było coś dla ducha (koncert „Poetycka Dolina” w warszawskiej Stodole, ze wspaniałymi gośćmi: Mietkiem Szcześniakiem, Wendy Waldman, Lorą Szafran i Jarosławem Wasikiem. To takie klimaty jakie lubię, więc wyszłam zachwycona i wniebowzięta:-) Teraz chodzę i słucham płyt Mietka. Szczególnie jedna piosenka „chodzi mi po głowie”, w refrenie jest „Czekaj na wiatr…” http://youtu.be/zBGOI1IvdzM
Ja też czekam na wiatr… w odchudzaniu. Bardzo jest mi potrzebny. Co prawda próbuję się wzbić, ale bardzo trudno mi to przychodzi. W niedzielę umówiłam się z koleżanką na rowery i to był miły akcent, a w poniedziałek – postanowiłam iść do mojego ukochanego (kiedyś) fitness klubu. Teraz już taki bardzo kochany nie jest:-( Wybrałam pilates jako, że teoretycznie najmniej wysiłkowy, ale niestety dla mnie to był ogromny wysiłek. Byłam mokra po 15 minutach i ciągle miałam wrażenie, jakby ktoś mi przyczepił pas obciążnikowy w okolicy talii i bioder. Ten pas, co prawda jest naturalne wyhodowany i tak łatwo nie da się zdjąć, ale ja się też łatwo nie poddam!!! Zastanawiałam się, jak to jest, że kiedyś ten rodzaj ruchu przychodził mi z ogromną łatwością, a teraz okupiony jest takim trudem. Czy ja jeszcze dojdę do takiego momentu, kiedy będę mogła powiedzieć i napisać, że kocham się ruszać? Ufam, że tak. Na razie jednak łapię oddech i robię uff, uff, uff:-)
Łapię się nadziei, że przecież kiedyś już się udało, więc teraz też może. Czas szybko płynie i ode mnie DZIŚ zależy, jak będę się czuła i wyglądała za miesiąc, pół roku czy rok.
Więc jutro też pójdę do fitness klubu, tym razem na piłkę.
1 October, 00:24
Tęsknię za moim fitness klubem i ubolewam, że przez ilość zajęć na uczelni (2 kierunki) nie będę mogła się zapisać w tym roku