3

No i już z czystym sumieniem mogę mówić o sobie kobieta czterdziestoletnia!
Koniec z magiczną liczbą 39.5:-)
Ale wiecie, co? Fajnie jest mieć 40 lat, kochającą rodzinę, fantastycznych przyjaciół, duże grono znajomych i optymistyczne nastawienie do świata – nawet, jeśli waży się 15 kilo za dużo.
Moje zaczerwienione oczy wyszły z orbit wczoraj rano, kiedy na ogrodzeniu mojego domu zobaczyłam 6 metrowy! baner z napisem: TU MIESZKA WYSTRZAŁOWA CZTERDZIESTKA.
Po prostu szok! Dobrze, że moi przyjaciele nie widzieli mojej miny, bo pokładaliby się ze śmiechu, ale i tak się pokładali, gdy opowiadałam im swoją reakcję. Na początku nie bardzo wiedziałam czy mam zdejmować baner czy zakopać się w śniegu – ale ani na jedno, ani na drugie nie było już czasu. Teraz wszyscy w okolicy wiedzą, że miałam urodziny. To była niespodzianka, którą będę pamiętała do osiemdziesiątki, bo potem to już mogę mieć kłopoty z pamięcią:-) Przez te trzy dni przewinęło się przez mój dom sporo ludzi, ( a to jeszcze nie koniec:-) dostałam dużo życzeń i prezentów, a zjadłam tyle słodyczy, że do końca roku nie staję na wadze!


1

Życie pełne jest niespodzianek, tylko dlaczego często tych niezbyt miłych:-) Kiedy w kwietniu zaczynałam dietę, jednym z moich dalekosiężnych postanowień był super wygląd na 40 urodziny. Kiedy zostały mi do nich parę dni, jestem strasznie opuchnięta i wyglądam jakbym przez kilka dni nic innego nie robiła, tylko płakała. Ale od początku …
Od niedawna chodzę do pracy na pieszo, godzina ruchu na świeżym powietrzu dobrze mi robi i generalnie nie narzekam. Trochę zaczęły mnie swędzieć oczy, ale to się zdarza. Wczoraj, oprócz swędzenia i zaczerwienienia pojawiła się opuchlizna powiek, w dzisiaj miałam już problem, żeby otworzyć oczy, bo moje powieki urosły do gigantycznych rozmiarów i mają kolor wściekło czerwony a w dodatku strasznie swędzą! Po pracy gorączkowo szukałam okulisty i jak już udało mi się go znaleźć i odczekać 3 godziny („Nie była pani zapisana? Przyjmę panią na końcu, proszę czekać”) – to się okazało, że mam alergiczne zapaleni spojówek i powiek. Według pana okulisty mam ALERGIĘ NA ŚNIEG! Szok! W dzieciństwie miałam pokarmową, teraz w okresie wiosennym borykam się z pyłkami i biorę leki wziewne, ale pierwsze słyszę, że można mieć alergię na śnieg. Na razie dostałam maść do powiek, kropelki do oczu i leki przeciwalergiczne. Mam nadzieję, że szybko mi to przejdzie, bo do niedzieli zaczynam świętować swoje 40 urodziny (pierwsza tura gości) i wygląda na to, że będę je świętować przez cały tydzień-)))


3

Zima, zima biała śniegiem zasypała:-). 

 Tak jest, zesypała wszystko i wszystkich – mnie też. Wczoraj wracałam z pracy 2h, musiałam odśnieżyć swój samochód 4 razy, nie miałam gdzie zaparkować, a jak już dotarłam do domu, to się okazało, że najpierw muszę odśnieżyć całe podwórko, żeby na nie wjechać. Nie odważyłam się już wieczorem na kolejne wyjście z domu na aerobik i ponowne odśnieżanie samochodu i podwórka. Za to dziś rano przezornie zostawiłam samochód w garażu i poszłam do pracy na pieszo (30 minut brnęłam po zaspach), ale jak się później okazało to był dobry pomysł, biorąc pod uwagę paraliż komunikacyjni, jaki miał miejsce w moje okolicy. Najśmieszniejsze jest to, że całą jesień obiecywałam sobie, że będę zaczynać dzień od porcji ruchu w postaci spaceru do pracy, ale jakoś nie mogłam się zmobilizować (bo ciągle noszę jakieś pomoce dydaktyczne i łatwiej ( i szybciej) to wrzucić w samochód). Teraz wygląda na to, że zima mnie do tego zmobilizuje, za to pod dużym znakiem zapytania są wieczorne wyjścia na aerobik (30 minut pieszo w 1 stronę) i fitness klubu (dojazd tylko samochodem).
W dodatku mam w sobie coś z niedźwiedzia – najchętniej zjadłabym coś dobrego (i ciepłego) a potem zapadła w sen zimowy. Byle do wiosny!:-)


2

Znalazłam w swojej skrzynce na listy ulotkę zapraszającą na wystawę „EXPO ZDROWIE”. Oczywiście na tego typu imprezy nie trzeba mnie zapraszać dwa razy, więc wyciągnęłam swoich facetów i wybraliśmy się na rodzinny spacer.
Impreza odbywała się w szkole i była pomyślana jako droga przez 8 stanowisk, a każde z nich określało jedną z zasad zdrowego stylu życia i były to: dieta, ruch, woda, światło słoneczne, wstrzemięźliwość, powietrze, odpoczynek i spokój. Na kolejnych stanowiskach można było zmierzyć sobie ciśnienie, poziom cukru we krwi, zawartość tkanki tłuszczowej w organizmie oraz zmierzyć tętno i puls przed wysiłkiem i po wysiłku. Były też stanowiska, na których można było poznać metody relaksacyjne, napić się wody i posłuchać o jej zbawiennym znaczenie dla organizmu a także degustować dania wegetariańskie (głownie z soi, soczewicy, cieciorki, tofu, pestek dyni itp.) Mi najbardziej podobało się stanowisko, na którym był masaż karku i szyi czyli 5 minut odprężenia i błogiego relaksu! Przechodząc przez te stanowiska, każdy z nas trzymał w ręku swoją kartę uczestnika, do której wpisywano kolejne wyniki a na końcu miła pani doktor omawiała je, udzielając konkretnych wskazówek. Wygląda na to, że dalej muszę redukować zbędną tkankę tłuszczową i DUŻO więcej spać.


3

Zgodnie z postanowieniem, walczę dzielnie i wytrwale i ale efekty niestety mało satysfakcjonujące. Do codziennego ruchu w fitness klubie dołożyłam jeszcze codzienne brzuszki w domu, robię ich od 200 do 500, w zależności ile mam czasu i siły. Zdecydowanie piję więcej wody, udaje mi się wypijać ok. 3 litrów dziennie. Nie jest łatwo, bo zaczynają piętrzyć się trudności, ale nie poddaję się. Byłam na zebraniu u Młodego i wygląda na to, że przejście z 3 do 4 klasy i nowy tryb nauki, trochę go przerósł. Trzeba będzie więcej czasu poświęcić na siedzenie z nim nad lekcjami (za co podziwiam Anię), ale z drugiej strony myśl, że miałabym zrezygnować ze swoich ruchowych zajęć, na rzecz edukacji syna, wcale mi się nie podoba, a już na pewno nie codziennie! Mam zamiar ustalić jakiś domowy grafik w odrabianiu lekcji i włączyć w to również męża, bo tylko wspólnymi siłami uda nam się ten problem opanować.
W grafiku zajęć dodatkowych mojego dziecka nastąpiło małe przesunięcie czasowe, co z kolei postanowiło mnie w sytuacji wyboru: albo będę dalej woziła syna na modelarnię za którą przepada, ale wtedy muszę zrezygnować z tańca brzucha, albo on zakończy swoją przygodę z klejeniem modeli na rzecz mamy. Rozważałam obie ewentualności, no i w końcu stanęło na tym, że jednak zostanie modelarnia. Trochę szkoda, ale bywają w życiu większe kompromisy niż ten.
Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ostatnio w moim ulubionym fitness klubie był pokaz nowych zajęć i była to ZUMBA! To bardzo energetyczne połączenia tańca o latynoskich rytmach z aerobikiem. Całość jest bardzo dynamiczna, ekspresyjna i dużo w tym rytmu, podskoków, połączenia kroków z rożnych tańców i stylów. Rzeczywiście świetna zabawa, ale jednocześnie duży wysiłek fizyczny. Wyrabia takie cechy motoryczne jak wytrzymałość, gibkość, zwinność, koordynację ruchową a jednocześnie dodaje dużo energii. Podobało mi się, chociaż wyszłam bardzo mokra z tych zajęć.
Zresztą zobaczcie sami jak to wygląda:


1

Ostatni tydzień to był dla mnie czas, kiedy bardziej wnikliwie przyglądałam się temu, co jem i na bieżąco próbowałam określić błędy, które robię. A trochę się tego zebrało:
- trudno mi przestrzegać zaleconych 5 posiłków co 3 h, bo szczególnie w pracy nie mam czasu zjeść, a potem, gdy wracam do domu głodna jak wilk zjadam niestety więcej niż powinnam
- jest coraz zimniej, więc wpijanie min. 2 litrów wody jest coraz trudniejsze. Piję więcej ciepłej herbaty (nauczyłam się pić zieloną herbatę jaśminową, co i tak uważam za sukces!)
- trochę mało w mojej diecie białka roślinnego i błonnika, więc ostatnimi czasy nadganiam te zaległości za pomocą płatków owsianych na mleku i płatków z dodatkiem błonnika
- pracuję długo w nocy przy komputerze i gdy idę spać, to po prostu czuję głód i wtedy zjadam jakiś lekki posiłek: np. serek Bieluch czy trochę żurowiny. Niestety nie jest to na 2-3 godziny przed snem:-)
- zmorą mojej diety są wszelkie spotkania towarzyskie, imprezki i kawusie z koleżankami. Często są one w takim miejscu, gdzie nie ma alternatywy innej niż słodycze. I tak staram się wybierać najmniej kaloryczną możliwość, ale to jednak są dodatkowe kalorie, które wpływają na wahania wagowe i zaostrzają apetyt na słodycze.
- ćwiczę 5 razy w tygodniu i jest to dla mojego organizmu spory wysiłek, zastanawiam się czy nie powinnam dodać białka jako suplementu diety.
Ciekawe co na ten rachunek sumienia powiedziałby dietetyk? Myślę, że taka wnikliwa analiza jest mi na tym etapie odchudzania bardzo potrzebna, ponieważ mój pierwotnie wyznaczony cel, bardzo się przybliżył. Na początku moich zmagań założyłam sobie, że moim długoterminowym celem jest zrzucenie 20 kilogramów do swoich 40 urodzin. Czas szybko biegnie i ten cel jest dalej aktualny (na szczęście z dużo mniejsza liczbą, bo brakuje mi jeszcze – 5 kg), ale czasu jest już coraz mniej. Zostało jeszcze tylko 5 tygodni i pięć kilo do zrzucenia! Założenie bardzo ambitne biorąc pod uwagę aktualne wahania mojej wagi, ale realne i jeszcze da się to zrobić. Mam poczucie, że to już taki ostatni dzwonek, a ponieważ bardzo chce osiągnąć swój cel i mieć satysfakcję, że to się udało, więc ogłaszam pełną mobilizację do walki!


0

Kolejne dni mijają w zawrotnym tempie, a moja dieta ma się marnie. W sobotę piekłam ciasto, bo mieliśmy gości, a w niedzielę byliśmy na imieninowym obiedzie z deserem. No i jak tu pilnować diety? Oj ciężko! Na szczęście ruch trzyma mnie przy życiu, więc biegam codziennie do mojego fitness klubu i spalam nadrobione kalorie. Dziś byłam drugi raz na pilatesie i wiedzę, że już było mi trochę łatwiej połączyć ruch z wydechem. Trochę gorzej z robieniem brzuszków w domu, bo czasem się udaje, ale zwykle robię je kiedy idę już spać, czyli w środku nocy i zdarzyło mi się raz, przysnąć na dywanie w czasie ich wykonywania:-) Na szczęście nie trwało to zbyt długo. Ja po prostu tak mam, że jak już jestem bardzo śpiąca to mogę spać na stojąco lub z głową na klawiaturze:-)
W listopadowej Super Linii opisana jest dieta owsiana i dojrzewam do tego, by ją wypróbować, chociaż nigdy nie udało mi się wytrzymać na żadnej konkretnej diecie dłużej niż parę dni. W większości diet wkurza mnie to, że w przepisie jest np. ¼ grejpfruta albo połówka banana – bo zawsze mam problem, co zrobić z pozostała częścią i kończy się na tym, ze zjadam resztę poza dietą:-) Ta dieta mi odpowiada, ponieważ lubię płatki owsiane, dość często biorę sobie do pracy saszetki z płatkami owsianymi, które zalewa się wrzątkiem i jest gotowa przekąska. Wypróbowałam też podany przez Anię przepis na śniadaniowe mesli na bazie płatków owsianych i rzeczywiście było sycące i smaczne. Czy ktoś z wam wypróbował już tą dietę na sobie?


5

Nowy numer Super Linii trafił już do mojego domu, a razem z nim ogromna radość, którą chcę się z Wami podzielić. Wygrałam konkurs pod hasłem „Dlaczego tak trudno się ruszać” a jego główną nagrodą jest weekend w SPA! Hura! Hura!  Hura! Tekst, który wysłałam jest opublikowany w listopadowym numerze mojej ulubionej gazety (Waszej mam nadzieję też, skoro zaglądacie na te strony:-)  Strasznie się cieszę, bo nie liczyłam na wygraną, po prostu zebrałam to, co mi siedziało w głowie, a sam temat jest mi bardzo bliski, ponieważ od kwietnia tego roku BARDZO zmienił się mój stosunek do ruchu. Teraz dzień bez porcji ruchu to dzień stracony! Zainteresowanych odsyłam do kiosku po gazetę:-)
W ramach wprowadzonych działań naprawczych po słodkim tygodniu i skoku wagi w górę, mam już za sobą 5 godzin ruchu w fitness klubie i jedno nowe doświadczenie: po raz pierwszy poszłam na pilates. Wrażenia mieszane: dosyć wolne tempo wykonywania ćwiczeń, za to z dużą dokładnością (wręcz precyzją) i dużym naciskiem na rozciąganie wszelkich mięśni. Ja niestety nie jestem zbyt rozciągnięta, więc kilka ćwiczeń było poza moim zasięgiem wykonania, ale z drugiej strony to dobrze, bo uczestnictwo w tych zajęciach może tę kwestię zmienić na lepsze. I mam nadzieję, że tak będzie! Wpisałam do swojego grafiku pilastes: poniedziałki godz. 20 i mam zamiar chodzić na te zajęcia.


3

Z bólem serca stanęłam dziś rano na wadze i jak przeczuwałam skutek mojego słodkiego tygodnia jest nie tylko odczuwalny, ale i widoczny na wyświetlaczu wagi. Zgroza! Znów ósemka z przodu, a w dodatku za nią jedynka. A dokładnie 81.1! Straszne! Niesamowite jest to jak łatwo i szybko można wrócić do starej wagi. Mam pełną świadomość, że muszę NATYCHMIAST wziąć się w garść i wrócić do siódemki z przodu, zmobilizować wszystkie siły aby osiągnąć przynajmniej swoje upragnione – 20. Z myślenia szybko przeszłam do działania i zrobiłam rano 400 brzuszków, potem godzinka roweru stacjonarnego a wieczorem naprzemienne napinanie mięśni pośladkowych w teatrze.


0

Ostatni tydzień to czas słodkości i rozpasania na całego:-(
Och! jak to łatwo na nowo przyzwyczaić się do kawusi i słodyczy! W tym tygodniu byłam na urodzinach koleżanki, słodkiej imprezce z okazji pasowania moich pierwszaków na uczniów, herbatce i torcie z okazji Dnia Nauczyciela i w nowo otwartej kafejce na spotkaniu z koleżankami z poprzedniej pracy. Mam poczucie, że zjadłam dużo z dużo i za słodko. I nawet nie usprawiedliwia mnie fakt, że gdy moje kumpelki zamawiały najbardziej słodkie desery w lokalu, ja wzięłam deser owocowy. Zobaczcie sami jak to wszystko fantastycznie wygląda, po prostu trudno się oprzeć. Oczywiście mój był tylko ten pierwszy, ale jednak.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Coś czuje, że ta nowo otwarta kafejka ma nie tylko piękne wnętrze, fantastyczne desery, przytulny klimat, ale i zgubny wpływ na moją dietę:-)
Z racji czasowych trochę musiałam zmniejszyć zakres ćwiczeń, ale 3 razy w tym tygodniu byłam na zajęciach (raz aerobik, raz fitness czyli zajęcia na piłce i taniec brzucha). Ale szczytem poświęcenia był fakt, że urwałam się z jednej z tych imprez prosto na ćwiczenia! Nie mniej jednak nie czuję się komfortowo po ostatnim tygodniu, wolę nie wchodzić na wagę a w ramach działań naprawczych na przyszły tydzień planuję codzienne dodatkowe brzuszki w domu, no i oczywiście pełen zestaw aerobikowy – czyli 5 dni w tygodniu.
Zdecydowanie za dużo tych imprez w październiku, a tu jeszcze przede mną imieniny Małgorzaty, Ireny, Tadeusza i urodziny mojego brata. Dużo łatwiej jest to przetrwać wśród domowników i bliskich, którzy wiedzą o zmianach jakie wprowadziłam, jednak w większym gronie (szczególnie w pracy) jest to dużo trudniejsze. No i niestety nie służą mi takie spotkanka. Znacie jakiś przepis, aby przetrwać takie imprezki i nie skapitulować? Oczywiście wiem, że potrzebna jest silna wola, ale moja jakoś trochę słabnie i o ile na co dzień staram się wybierać mądrze i rozsądnie, o tyle na takich biesiadach często nie ma innego wyboru niż słodkości. Co wtedy? Wyjmować paczkę migdałów i częstować innych? Już mi się to zdarzyło, ale mogłam sobie pozwolić na taki gest wśród zaprzyjaźnionych osób. A jak to przetrwać na bardziej oficjalnych spotkaniach? Macie jakieś pomysły?